20 kwietnia 2013

Znów wygrywa ze mną impulsywność.

Zjebałam.

Zjebałam, zjebałam, zjebałam.
Tak zjebałam, że nie potrafię sobie tego wybaczyć.

Dwa tygodnie go nie widziałam, tęskniłam w cholerę, chciałam za wszelką cenę go przytulić.
I co?!
I jak go wreszcie spotkałam to zdenerwowało mnie jedno głupie zdanie i zwyczajnie w świecie ZJEBAŁAM nam dzień. Spotkanie. Ileś tam chwil, które mogły by być piękne.
Boże, jaka ja jestem pieprznięta.
Nie potrafię sobie wybaczyć tego, że zamiast zafundować mu pięknego dnia, byśmy byli blisko, byśmy mogli wreszcie RAZEM odpocząć, ja walnęłam focha o byle bzdurę. I  tym pięknym sposobem się pokłóciliśmy sromotnie.
Nie potrafię sobie wybaczyć własnej głupoty, bo On chciał dobrze.
Gdyby to był tylko foch... Mój tekst, że jest beznadziejny i w ogóle do siebie nie pasujemy chyba był ciosem poniżej pasa...
Gdy tylko zobaczyłam łzy w jego oczach, zrozumiałam, że mnie tak cholernie kocha, że mnie potrzebuje, to do mnie dotarło, że to ja właśnie spieprzyłam... Skrzywdziłam...
I tak cholernie nie potrafię sobie tego wybaczyć.
Chyba powinnam pozwolić mu ochłonąć, odpocząć ode mnie - tej pieprzonej, nachalnej wariatki, która żyć bez  niego nie potrafi a z nim też nie bardzo...
Cały czas w głowie mam myśl, że przecież go kocham.
Ale go krzywdzę!
To jak ja go, kurwa, kocham?
Nie potrafię tego zrozumieć.
Nie potrafię siebie zrozumieć!
I dziś pewnie ja przepłaczę całą noc, bo to moja wina.
Znów wygrywa ze mną impulsywność.

Czasami mam ochotę wyjść z siebie, stanąć przed sobą i zapytać: "Kim ty, kurwa, jesteś?"

13 kwietnia 2013

Fuck.

Ale długo mnie tu nie było! Czyli again ;)

Zaniedbuję w życiu wiele spraw, a blog nie ma pierwszeństwa.
Zaniedbuję siebie, zaniedbuję bliskich i zaniedbuję obowiązki.
Jak widać, moja polszczyzna leży i kwiczy, a z moimi innymi umiejętnościami wcale nie jest lepiej.
Robię coś w kierunku fotografii i staram się jak tylko potrafię ratować swoją duszę.
Poprawiam swoje wady, by nadal być z Nim.
Cała reszta jest tłem, gdy On mi mówi, że Go tracę.
Ja to TYLKO 70% wody, a rozpływam się czasami jak lód w upalne dni...
Kipi we mnie gniew i rozczarowanie z powodu siebie.

Nie ma przy mnie teraz nikogo, ale wbrew pozorom nie jest źle.
Żyję nadzieją, że On mnie kocha i mimo, że jest teraz dużo dalej niż zwykle - myśli o mnie i tęskni.
Wyjechał i spotkam Go dopiero za jakiś czas, a już nie potrafię wytrzymać bez jego zapachu.

Za 13 dni obchodzę 18-te urodziny. . .
Wątrobo - wybacz.

Boże, znów chaotycznie piszę!
Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
Chyba nie, bo i tak tego nikt nie czyta, a piszę na razie dla własnej satysfakcji.
Jak się ogarnę i ruszę dupę, to ten blog będzie miał całkowicie inny wyraz.
Jak na razie to... Pieprzę to. Pieprzę wszystko.