29 sierpnia 2013

Cry.

Kurwa mać.
Jestem wściekła.
NIGDY NIE MOŻE BYĆ ZA DOBRZE i z czasem wszystko się pierdoli...
Błagam, zabierzcie mnie W TYM MOMENCIE od komputera, bo mój stan z chwili na chwilę się pogarsza.
Zamknijcie mnie w pokoju bez klamek, owińcie folią spożywczą, skrępujcie w ten sposób ręce, przywiążcie mnie do czegoś z dala od tego piekielnego urządzenia, bo czytam jakieś głupoty nadal.
I coraz bardziej robię się smutna, wściekła, na zmianę...
Nie wiem jak się zachować.
Robię źle, bo czytam myśli kogoś, kto jest mi bardzo bliski...
Wtedy...
On był inny, nie znał mnie, było inaczej.
Ale mimo wszystko bardzo boli to, co wtedy krążyło w jego umyślę.
Nigdy nie czułam takiego bólu, jaki czuję teraz. Dlaczego?
Bo kochał ją, tak bardzo, aż do szaleństwa, trwał przy niej cały czas i nie za bardzo chce uwierzyć w to, że teraz kocha tak samo, lub mocniej, MNIE.
Po prostu nie mogę w to uwierzyć. I to nie przez wrodzony pesymizm.
Widzę ją, jej urodę, umysł i klasę i nie potrafię siebie przekonać, że mam coś, co Jego oczarowało bardziej.
To jest po prostu niemożliwe.
I te słowa, tuż przed rozpoczęciem mojego związku z nim, słowa skierowane do niej:
byłem kilka razy zakochany czy zauroczony.. nie wiem ale nigdy nic takiego nie czułem jak do Ciebie..
tu nie ma nie ta to następna..
tu jest ta jedyna.."
z nikim innym nie będę tak szczęśliwy..

Najgorsze jest to, że nie pisał tego tylko do jednej dziewczyny...

I nie wiem co o nim myśleć...

Chyba nie chce już spoglądać w jego oczy..

Potrzebuję samotności, odpoczynku...


______________________________________________________________
Edit: jedno spotkanie z Nim daje mi nadzieję. Myślę znów, że nie ważne co było, lecz ważne co będzie...
Czuję się źle gdy nie ma go obok i nie mam z nim chwilę kontaktu...
Po prostu Go kocham...

5 sierpnia 2013

Zakochanie...

Doszłam do wniosku, że szaleństwo jest fajne.
Gdy jesteś człowieku: szalonym, nie przejmujesz się wtedy konsekwencjami swoich czynów.
A to dobre, na prawdę dobre!
Jak sobie pomyślę, ile razy w życiu nie zaryzykowałam, to łzy wzbierają się pod powiekami.
Często postępuję jak wariatka, ale raz aż przesadziłam i nie żałuję.
Poznałam faceta przez internet, przepisałam z nim ileś tam dni, godzin, minut, sekund i po niedługim okresie czasu zawładnął moim umysłem.
Po czym odbyło się jedno spotkanie i wiedziałam, że na prawdę ma coś ze mną wspólnego.
Może to głupie, dziecinne i niezrozumiałe, ale ja czułam, że on w sobie ma coś co pozwala
mu MNIE zrozumieć.
Z nikim nigdy czegoś takiego nie miałam.
Jakaś pieprzona, tajemnicza rzecz która fizycznie nie istnieje kazała mi zerwać znajomość prawie dwuletnią,
która pozwoliła mi poznać smak wielu różnych rzeczy - chwil, emocji...
Wszystko dla kolesia poznanego w internecie..!

Brzmi z leksza jak tania komedia romantyczna ale to zdarzyło się na prawdę.
Pewnego słonecznego dnia, za górami, za lasami...
Pieprzyć wstęp.
Znalazłam go na fb i coś kazało mi  napisać do niego.
Napisałam i nie żałuję.
Teraz wiem, że to co było między mną a pierwszym... To nie miłość.
Wpierw zauroczenie, potem już tylko przyzwyczajenie i strach przed samotnością.
Teraz z tym, Panem Pee jest inaczej. Czuję coś więcej niż chęć zobaczenia go.
Czuję chęć słuchania go non stop.
Nie nudzi mnie sobą i nie irytuje, wręcz przeciwnie...
Widzimy się prawie codziennie, bo odkąd się poznaliśmy może z 3 dni się nie widzieliśmy,
ale ja cały czas za nim tęsknię.
Gdybym mogła to poszłabym do jego miasta piechotą choćbym miała go zobaczyć tylko przez 2 minuty.

Pierwsza miłość mi nie wypaliła, Boże spraw żeby druga trwała całe życie.
Bo to facet z którym na prawdę warto być.