5 sierpnia 2013

Zakochanie...

Doszłam do wniosku, że szaleństwo jest fajne.
Gdy jesteś człowieku: szalonym, nie przejmujesz się wtedy konsekwencjami swoich czynów.
A to dobre, na prawdę dobre!
Jak sobie pomyślę, ile razy w życiu nie zaryzykowałam, to łzy wzbierają się pod powiekami.
Często postępuję jak wariatka, ale raz aż przesadziłam i nie żałuję.
Poznałam faceta przez internet, przepisałam z nim ileś tam dni, godzin, minut, sekund i po niedługim okresie czasu zawładnął moim umysłem.
Po czym odbyło się jedno spotkanie i wiedziałam, że na prawdę ma coś ze mną wspólnego.
Może to głupie, dziecinne i niezrozumiałe, ale ja czułam, że on w sobie ma coś co pozwala
mu MNIE zrozumieć.
Z nikim nigdy czegoś takiego nie miałam.
Jakaś pieprzona, tajemnicza rzecz która fizycznie nie istnieje kazała mi zerwać znajomość prawie dwuletnią,
która pozwoliła mi poznać smak wielu różnych rzeczy - chwil, emocji...
Wszystko dla kolesia poznanego w internecie..!

Brzmi z leksza jak tania komedia romantyczna ale to zdarzyło się na prawdę.
Pewnego słonecznego dnia, za górami, za lasami...
Pieprzyć wstęp.
Znalazłam go na fb i coś kazało mi  napisać do niego.
Napisałam i nie żałuję.
Teraz wiem, że to co było między mną a pierwszym... To nie miłość.
Wpierw zauroczenie, potem już tylko przyzwyczajenie i strach przed samotnością.
Teraz z tym, Panem Pee jest inaczej. Czuję coś więcej niż chęć zobaczenia go.
Czuję chęć słuchania go non stop.
Nie nudzi mnie sobą i nie irytuje, wręcz przeciwnie...
Widzimy się prawie codziennie, bo odkąd się poznaliśmy może z 3 dni się nie widzieliśmy,
ale ja cały czas za nim tęsknię.
Gdybym mogła to poszłabym do jego miasta piechotą choćbym miała go zobaczyć tylko przez 2 minuty.

Pierwsza miłość mi nie wypaliła, Boże spraw żeby druga trwała całe życie.
Bo to facet z którym na prawdę warto być.

Brak komentarzy: