6 stycznia 2014

Nienormalnie, jak zawsze...

Słowo dla jednej osoby może oznaczać zupełnie coś innego niż dla drugiej osoby.
Jest to najsilniejsza z broni - rani psychikę, nie ciało.
Psychika ludzka potrafi być krucha jak porcelanowa filiżanka, dlatego
niektórzy czasami kaleczą się cieleśnie by pokazać światu jego obojętność wobec nich.
Pozostali płaczą, by z łzami wydalić cały ból zawarty w umyśle...

Nasze rany psychiczne potrafią być tak silne, że ciało potrafi reagować w niesamowity sposób.
Spod powiek lecą łzy, dłonie drżą podobnie jak usta, a my wciągamy hausty powietrza
by uwolnić się od siedzącej w nas zgnilizny.
Ja, gdy nie oddam tego powietrzu, nie wykrzyczę słów w przestrzeń, gdy  zewnętrzności nie oddam moich łez zaczynam powoli umierać, wycofywać się ze społeczeństwa i przestawać istnieć w społeczności.
To przykre, bo w ten sposób nie tylko ja umieram, tak ginie wiele osób, nieświadomych swego potencjału.
A przecież całe dzieciństwo nam wmawiano, że możemy zmienić świat, że możemy zaistnieć...
I co z tego wyszło? Z biegiem czasu utraciłam wiarę w przyszłość, ogarnął mnie taki swoisty dekadentyzm, przestałam wierzyć we własne siły co jest równoznaczne z tym, że przestałam wierzyć w siebie...
Nawet nie staram się tego zmienić, bo czuję że tkwię w takim bagnie, że nie zdołam z tego wyjść.
Ten stan jest okropny, czujesz ból, wiesz że jesteś niewarty złamanego grosza, a jednak mimo wszystko wmawiasz sobie, że nie dasz rady się zmienić.
To bez sensu, zresztą jak ta notka. Mam 19 lat, a moralizuje gorzej niż moja matka.
Niewiele przeżyłam, niewiele widziałam, a piszę jakbym pozjadała wszystkie rozumy.
A w zyciu jestem totalnym lamerem, który nie potrafi jak człowiek
pogadać z druga osoba, tylko wyżala się na blogu.
TO ŻAŁOSNE.= jestem żałosnym człowiekiem.
Ale tutaj jest mi prościej, nikt się nie patrzy w oczy, a ja stukam w jakieś tępe kawałki plastiku.
Najgorsze jest to, że takich osób jak ja jest multum, zamknięci w sobie, a dodatkowo w czterech ścianach wyżalają się jeszcze większym idiotom na różnych forach czy portalach i myślą, że są bogami społeczeństwa, guru intelektu. Gwoli wyjaśnienia, nie piszę tu, że każda osoba pisząca na jakimś forum z drugim osobnikiem, o problemach, jest żałosna. Nie każdy musi być tak potężnie pieprznięty jak ja i traktuje to jak coś zupełnie naturalnego, a nawet bardzo potrzebnego. Ktoś może pisanie o problemach/pomaganie innym w internecie podpiąć pod dodatkowe zajęcie, które bardzo lubi. W moim rozumieniu musi tu zostać spełniony jeden podstawowy warunek... Nie olewajmy życia realnego. Bo to najgorsze co może się stać.
Sama to wiem z własnego doświadczenia. Kozak w necie, piz.. w Świecie.
Gdy moje kontakty towarzyskie uległy zmianie i nagle musiałam odnaleźć się w realnym świecie, np. klubie wypełnionym po brzegi osobnikami "różnej maści" nie potrafiłam odezwać się do kogokolwiek.
Teraz jest już lepiej, ale pociąg do komputera i tych moich wirtualnych wypocin mam nadal.

Wracając do tematu bólu. Jestem żałosnym, smutnym człowieczkiem, który nie potrafi sobie z sobą poradzić. Nie wiem czego chcee i wszystko mnie drażni.
Ale na poprawę humoru czytałam sobie jak pisałam mojej przyjaciółce o mojej nowej miłości..
Która zresztą dziś jest mym obecnym chłopakiem, od ponad 6 miesięcy...
To piękne, że potrafię żywić ludzkie uczucia ;) A nie tylko smędzić jaki to ten Świat jest zły.

Dobra, koniec tego pierdolenia.
M.

Edit.
Nigdy nie walczę. Zawsze się wycofuję. Zawsze to ja przepraszam...
Zawsze to pieprzone zawsze. 

Brak komentarzy: