27 kwietnia 2014

Zaczęło się jak nigdy, skończyło się jak zawsze.

Cześć. To jest kolejny post z serii "jest szaro i smutno".

Wczoraj miałam urodziny. Mimo tego, że uśmiechałam się i było mi na prawdę miło, od dłuższego czasu poczułam się na prawdę swobodnie, jak zwykle wszystko pod koniec musiało się spieprzyć...
Znów poczułam się skrzywdzona, znów skrzywdziłam.
Nie potrafię Mu wybaczyć, dokładnie tak samo jak On mnie.
Nic. Nie mam już nic...
Nie mam już honoru, dumy, słów, myśli, ochoty by żyć.
Na prawdę, nie mam już nic.
Straciliśmy się oboje, kilkoma gestami, kilkoma słowami, wypowiedzianymi szybko, nie przemyślanie...
Kiedy tak myślę, że zrobię to serio, kiedy chce się poddać znów On staje mi przed oczami.
Drugi raz w życiu to przeżywam, drugi raz w życiu ktoś względnie obcy daje mi wiarę, nadzieję...
A jednocześnie ją odbiera. Bezpowrotnie.
Ups, paradoks. Ale tak właśnie czuję.
Od Niego dostałam książkę. Wie, co lubię...

"Najpierw kolory.
Potem ludzie.
Tak to widzę.
A przynajmniej próbuję." 

Teraz widzę kolory, kolorowe plamy uformowane w konkretne kształty, lecz nie mają one większego sensu...

Mam mętlik w głowie, nie umiem sklecić kilku prostych słów.
Idę spać o 18.04.
Dobranoc...

5 kwietnia 2014

Książki!



Tyle w temacie... ;)