27 stycznia 2015

Time for a change.

Hej.
Tak... Ile razy to ja już obiecywałam zmianę?
10, 100 a może przekroczyłam już 1000?
Nie liczę tego, a szkoda. Każdy dzień, w którym ogłaszam światu, że zmieniam
swoje życie, powinnam w kalendarzu zaznaczać czerwonym markerem.
Dziś znów nadszedł taki dzień, w którym postanowiłam, że wreszcie dorosnę.
Ten plan raczej się nie uda, skoro nie potrafię poradzić sobie
z najbłahszymi sprawami, które mnie dotyczą.
Dzisiejszy dzień, mimo wszystko, dał mi cenną lekcję.
Jeżeli nie jesteś w pewien, czy jesteś w stanie spełnić swoją obietnicę, to jej nie wymawiaj.
Nie warto.
Druga błyskotliwa uwaga, to ta, że każda znajomość czegoś uczy.
I ta z pozoru łatwa i delikatnie przyjemna jak i ta najbardziej burzliwa.
Nie warto także żałować swoich decyzji. Choć czasami jest ciężko...
Ktoś był dla Ciebie cholernie bliski, a teraz siedzi przed Tobą w busie i słowem się nie odezwie?
Ok. Może własnie to była ta osoba, która miała dać mi tylko świeże spojrzenie
na pewne sprawy, a potem miała odejść.

Krótko, zwięźle i mam nadzieję, że spójnie.