25 grudnia 2015

.















 

"Tak to się zaczyna. Spoglądasz na kogoś, kogo nie widziałeś nigdy przedtem i nagle go rozpoznajesz. To wszystko. Po prostu go rozpoznajesz. Tak to się zaczyna."

— Tony Parsons






6 grudnia 2015

Niespodziewanka.

Totalny szok. Życie zaskakuje mnie raz po raz, ale nie przypuszczałam, że może spotkać mnie taka kara. Kara za delikatność, kara za szaleństwo... Kara za uj wie co. Kara za palenie. Kara za uległość. 
Empatyczne osoby, mają to do siebie, że gdy widzą krzywdę innej osoby przestają myśleć o własnym bólu i rozczarowaniu. Tak było i w moim przypadku, dlatego cierpienie odwiedziło mnie dziś.
Nie potrafię zrozumieć motywów ludzi, którzy używają przemocy. Fizycznej wobec osób od siebie słabszych oraz psychicznej wobec kogokolwiek. Dziś mając rany na umyśle i na ciele stwierdzam, że bardziej bolą te fizyczne. W każdym razie mnie bolą bardziej. Psychika jest kierowana, możesz przeżywać, albo wyciągnąć z tego wnioski, i kopnąć w grube dupsko tego, który Ci to zrobił. Odciąć się. A potem uśmiechać się do świata, udawać że nic się nie stało i mieć ten luksus braku tłumaczenia komuś, co się stało. Z ciałem jest gorzej. Siniaki są widoczne. Ciężko je zamaskować makijażem. Jedyną możliwością czasami jest ubranie. Poza tym, psychikę możesz uratować muzyką, książką, filmem. Przestać myśleć choć na trochę. A siniaki bolą... Krwiaki wkurwiają. Nie da się od nich odciąć nawet na chwilę dopóki nie znikną same. Dopóki pieprzony krwiobieg ich nie zabierze, nic z tego. Są z Tobą w każdej chwili. Brzydzę się ich. One świadczą o mojej bezsilności w niektórych sytuacjach. Nie lubię być bezsilna, zresztą, kto lubi to uczucie niech pierwszy rzuci kamieniem. 
Cały czas czułam się zagubiona, ale teraz moje przerażenie sięga zenitu.
Boję się, nie mam pojęcia jak wyjść z tak paskudnej sytuacji.
Dlaczego ludzie ranią? Wydaje mi się, że dlatego, że są sfrustrowani. Bo coś ich boli w środku, coś, czego nie chcą ukazywać światu. Tylko dlaczego czasami ranią tak mocno i to osoby ukochane.
Agresja i szał w oczach mężczyzny, którego jeszcze kilka dni wcześniej uważałam za dar boży i za tego jedynego partnera do końca powoduje, że tracę wiarę w cokolwiek. Już nic nie istnieje, oprócz agresji i cierpienia. Nie ma słońca, nie ma kawy, są tylko łzy i czarne myśli. 
Człowiekowi łatwiej jest uporać się z taką osobistą tragedią w momencie, w którym kat przeprasza. 
Dno zaliczyłam wtedy, gdy on mi powiedział, że go sprowokowałam, że nie wie co czuje i powinnam być bardziej czuła. Upokorzona, zapłakana, miałam okazywać dobre emocje? Chciałam się bronić, ale nie potrafiłam, dlatego uległam. Błagałam o przebaczenie, byłam krucha i uległa a to napędzało we mnie jeszcze gorsze uczucia. 
Teraz jest lepiej, chociaż wciąż siedzę i rozmyślam nad pobudkami naszego zachowania. 
Jestem w szoku, ale jednocześnie nakierowuje moje myśli na jasną stronę mocy.

Boże, wybacz, Boże, ratuj, Boże, kochaj.