27 listopada 2016

bez słów.

Życie raz po raz daje w kość.
Takie sytuacje pozwalają jednak dorosnąć i udoskonalić się.
W wieku 21 lat myślałam, że dojrzałam. Czasami moje zachowania mówiły mi inaczej, ale
wmawiałam sobie, że odrobinę dziecka ma się w sobie zawsze.
To nie prawda. Z wiekiem każdy z nas traci wyobraźnię oraz beztroskę.
Zaczynamy się coraz bardziej martwić o przyziemne rzeczy, nie bujamy już w obłokach.
Najgorsze jest jednak to, kiedy musimy dorosnąć "na szybko" - czyli nagle musimy myśleć jak poważni ludzie, a nie jak nastolatki. Czasami przez własną głupotę, czasami przez los.
Wyprowadzając się do obecnego chłopaka myślałam, że nie mogę żyć przez rodzinę a u niego zaznam raju na ziemi. Życie weryfikuje jednak wszystkie nasze plany i marzenia. Szybko zrozumiałam, że to nie rodzina była moja kulą u nogi, lecz ja sama. Szczeniackie myśli były błędnymi. Związek zaczął się kruszyć jak herbatnik. Zaczęłam tęsknić za starym życiem, za rutyną.
Moja własna cząstka wolności zaczęła mnie uwierać. Zrozumiałam, że nie doceniałam tego wszystkiego co miałam, i to był błąd. Przed kilkunastoma minutami dostałam telefon od matki, że wykonała jakiś czas temu badania. Że ma guza na jelicie grubym, skierowanie na onkologię i nie wiadomo co dalej. Skierowanie chce wykorzystać dopiero po świętach "bo chce je spędzić szczęśliwie a nie w szpitalu". Teraz wiem, jaką wagę ma rodzina. Jeszcze 6 miesięcy temu, żyjąc dobrze, myślałam, że lepiej będzie mi bez nich, Stojąc teraz w takiej sytuacji wiem, że nie będę umiała żyć bez kogokolwiek z nich. To straszna myśl, jestem pewna, że nie pozwoli mi dziś zasnąć.
Jutro jadę do DOMU. Tego prawdziwego, z krwi i kości i wiem, że zrobię wszystko by naprawić swój błąd. Że cokolwiek się nie stanie, sprawię że będą szczęśliwi. Moi rodzice. Ludzie których kocham, szanuję bo wychowali mnie. Na dobrego człowieka, choć popełniającego okrutne błędy.
Będę walczyć...

Brak komentarzy: